Drukuj

 

„Wykwintne słowa szybko gasną, zwyczajne … nie przekonują wielu”. Dzisiaj – choć wszystkie dźwięki więzną w gardle – chcemy użyć jednych i drugich, aby pożegnać naszego kolegę, przyjaciela, poetę, dobrego człowieka, nauczyciela z pasją. 

Jarosław Górnicki od trzydziestu lat pracował w Ekonomiku, miał nosa do dobrych tekstów, cenił literaturę, filmy i spektakle, które pomagały udzielać odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące ludzi i świata. Pokazywał uczniom, jak poszukiwać sensu i wartości w tekstach przez innych określanych jako archaiczne. Szczerze lubił swoich wychowanków, doceniał osoby wrażliwe i poszukujące, kochał pracę nauczyciela, mając świadomość, jak wielu ludzi deprecjonuje jej wartość. Przez lata organizował dla młodzieży rajdy w góry i ta miłość nigdy nie wygasła. Nie potrafił żyć bez muzyki, której namiętnie słuchał i którą sam wykonywał. Stworzył z uczniami zespół Młoda Crew, przez szereg lat organizował w Oświęcimiu konkursy i przeglądy piosenek Jacka Kaczmarskiego, traktując napisane przez poetę teksty jako aktualny komentarz do otaczającej nas rzeczywistości. W piątek był na koncercie, w sobotę niespodziewanie zniknął z naszego życia. Nie lubił zadęcia i pretensjonalności, a jego szczerość, choć czasami bolała, nie przechodziła bez echa. Miał młodą duszę, otwarty umysł, dystans do świata i poczucie humoru. Potrafił użyć mocnych słów, gdy nie zgadzał się na głupotę i miałkość myślenia. Jak każda wrażliwa dusza kochał zwierzęta, zwłaszcza koty. Najchętniej przygarniał obolałe, poturbowane przez bezmyślnych i nieczułych ludzi. Był sobą i takim pozostanie w naszej pamięci – wyrazistym, nietuzinkowym i mądrym człowiekiem.